Doszedłem do wniosku, że Blue Monday jest dobrym dniem na podsumowanie… Dnia Porażki. A ponieważ dzisiaj też mam chandrę, więc tekst będzie w “klimacie chwili”, czyli - umiarkowanie optymistyczny. Jak to kiedyś mówił jeden z moich kolegów „jest dobrze, ale nie beznadziejnie (dobrze)”.
Koncepcja Dnia Porażki narodziła się w Finlandii w roku 2010. Gdyby ktoś mnie poprosił o zgadnięcie wcześniej, w jakim kraju rodzą się takie optymistyczne inicjatywy, zgadłbym od razu. Miałem kiedyś przyjemność brać udział w projekcie z Finami. Po kilku poprowadzonych przeze mnie prezentacjach, podczas których aktywność publiczności była równa zero (zero pytań, wzrok utkwiony w prezentacji) podszedł do mnie Fin - ekspata (studiował w USA, poza swoim kręgiem kulturowym) i powiedział (mniej więcej) coś takiego:
Wiesz Wojtek, ja to już się trochę otworzyłem… ale oni - wiesz, że w firmie mamy godzinę milczenia przed niektórymi spotkaniami? Po to, żeby poczuć chęć do rozmowy z innymi. To przez te noce polarne i klimat.
Czyli nie jest źle, bo jest naród, który Blue Monday ma co poniedziałek i bardziej przerąbane niż my.
A mówiąc o nas… W Polsce Dzień Porażki zorganizowała Fundacja Dobra Porażka (stronę znajdziecie tutaj: https://dzienporazki.pl) a my (jako one2tribe) zdecydowaliśmy się zostać Głównym Sponsorem konferencji. Dlaczego?
Myślę, że mój pierwszy impuls był związany z tym, co podczas Dnia Porażki Jacek Santorski w pierwszym wystąpieniu nazwał „discopolowym coachingiem”. Mamy na rynku mnóstwo konferencji i wystąpień, podczas których w kółko trąbi się o myśleniu o sukcesie, życiu sukcesem, promowaniu sukcesu i myśleniu pozytywnym. Kojarzycie te maile pod tytułem „Dzisiaj opowiem Tobie jak odnieść sukces” (podobno pisanie „opowiem Tobie” już zapewnia plus +5 na drodze do krainy wiecznej biznesowej pomyślności, zwłaszcza jeśli to Ty prowadzisz szkolenie). Kiedyś też kręciły mnie takie wystąpienia, jednak statystyka pokazuje, że jeśli działasz w biznesie jakiś czas, to wcześniej czy później popełnisz jakiś błąd. Oznacza to, że na błędach uczymy się najwięcej, o ile nie damy się ponieść emocjom i przetrwamy.
“Co nas nie zabije, to nas wzmocni…” - jest normalnym doświadczeniem życiowym. A udawanie „pasma ciągłego sukcesu” jest po prostu PR-em (który ma swoje zalety, ale także wady - zwłaszcza gdy chcemy się od kogoś uczyć).
„Dzień Porażki” był daleki od PR. Jeśli jeden z najsławniejszych polskich psychologów - Jacek Santorski, opowiada o swojej porażce (i to w sposób przejmujący) to coś w tym musi być. Zwłaszcza jeśli ta prezentacja nadaje ton konferencji. Dodam, że jest to ton “wymiany doświadczeń” a nie promowania rozwiązań i siebie. Z kolejnych wystąpień powstała prosta opowieść o życiu i ludzkim podejściu do błędów. O swoich „przypadkach” mówili Tomasz Staśkiewicz („O nieprzepracowanej porażce jako hamulcu działań”), Joanna Chmura („Emocjonalnie o porażkach”) czy Wojciech Kostrzewa („Innowacje w czasach kryzysu”). Czyli mieliśmy przegląd case-study: od spraw kryminalnych, przez wypadki samochodowe do krachu fuzji dużych banków.

Ale to dopiero początek… Omawiane przypadki zostały rozebrane na kawałki i zanalizowane - emocjonalnie i metodycznie a prelegenci dzielili się z nami doświadczeniami z „uczenia się z porażki”. I tak - dowiedzieliśmy się, że nasz rozwój stanowi zazwyczaj pasmo „porażek i koślawych prób” (Ula Rudzka-Stankiewicz) a towarzyszy temu „tornado emocji” (mega energetyczną prezentację na ten temat wygłosiła Joanna Chmura). O metodycznym podejściu do mylenia się i rozwijania opowiadali także Rafał Żak, Jarek Łojewski i Rafał Ferber. Czyli - świat psychologii, IT i marketingu (czyli pełen przekrój Mordoru na Domaniewskiej). Polecam zresztą wygooglowanie wystąpień i publikacji wszystkich wymienionych wyżej osób. Warto…
Po tym wszystkim, w ostatnim akcie konferencji udało się wedrzeć na scenę także i mnie. Razem z Anną Streżyńską, Robertem Kałużą i Pawłem Sieczkiewiczem odpowiadałem na pytania Jarka Łojewskiego dotyczące obaw i wątpliwości, odwagi i walki z własnymi słabościami. Nigdy nie uczestniczyłem w tak fajnej terapii grupowej. Będzie mi się śniło po nocach.

I na koniec - mój wniosek z konferencji. Życie bazuje na przypadku. Nie wszystko przewidzisz, nie wszystko wiesz, nie zawsze jesteś w najlepszej formie… Więc możesz sobie odpuścić jako człowiekowi (przestać się obwiniać) i możesz zacząć obserwować swoje porażki, działania i myśli. Być może jest tak, że liderzy różnią się od przegranych tylko tym, że sprawniej analizują swoje fuckupy i starają się z nich wyciągać odpowiednie wnioski.
P.S. Jeśli pojawią się ogólnodostępne nagrania z konferencji, to postaram się je udostępnić. Warto poświęcić im chwilę.