1667

Ile słów dziennie trzeba napisać, żeby z tego powstała książka? Według NaNoWriMo — 1667. Cztery zasady budowania nawyków oparte na psychologii behawioralnej: codzienność, nagroda, koniec perfekcji, brak rozproszeń.

1667

Ile słów trzeba napisać, żeby powstała z tego książka? Według organizatorów NaNoWriMo – pięćdziesiąt tysięcy (50.000)! Wydarzenie „National Novel Writing Month” jest organizowane od 1999 roku i gromadzi setki tysięcy osób z całego świata. Jego założenia są proste – w ciągu jednego miesiąca (listopada) masz za zadanie napisać 50.000 słów. Jak w przypadku wielu wydarzeń tego typu „droga jest celem”. Organizatorzy stawiają bowiem nie tyle na jakość tekstu, co na jego ilość. A tak naprawdę na wytworzenie nawyków zapewniających systematyczne dostarczanie tekstu. Żeby napisać 50.000 słów, wystarczy codziennie pisać ich 1667, przez 30 dni (50.000/30 daje 1666,666…66 słów na dzień, ale nie czepiajmy się).

Cały program oparty jest na codziennym pisaniu – dzień po dniu.

Można by się zastanawiać na ile tego typu podejście sprzyja „grafomanii” i powstawaniu nędznej jakości produktów. Ale wyniki NaNoWriMo mówią same za siebie… Podczas eventu powstała między innymi „Woda dla słoni” (ang. Water for Elephants) – książka Sary Gruen (wielokrotnie nagradzana, bestseller według listy New York Times przez 12 tygodni w roku 2006). Ale nie tylko… Wikipedia wymienia także wiele innych dzieł, które nie powstałyby dzięki NaNoWriMo. Wydarzenie jest inkubatorem książkowych hitów i … w sumie się temu nie dziwię. Jego proste zasady bazują bowiem na mechanizmach psychologicznych, które pozwalają „dowozić” rzeczy kreatywne i pracować zarówno nad dziełem jak i nad sobą.

Ponieważ o tym piszę, więc zapewne domyślacie się, że są to te same mechanizmy, którymi zajmuję się zawodowo, budując systemy motywacyjne. I faktycznie tak jest - zanurzenie się w pisaniu historii, wymaga: motywacji, skupienia się na celu i walce z samym sobą.

Zasada pierwsza: Codziennie 1667 znaków

Matematyki nie da się oszukać. Jeśli chcesz napisać 50.000 znaków, to każdego dnia musisz ich napisać 1.667. I wierzcie mi, z własnego doświadczenia wiem, że ściema pod tytułem: „Dzisiaj nie napisałem, ale jutro napiszę dwa razy tyle nie działa”. Jeśli odłożę dzisiejsze pisanie, to jutro mój mózg stanie przed zadaniem napisania 3.334 znaków, pojutrze będzie to 5.001, popojutrze 6.668. Nie będzie mu łatwiej podjąć działania. Podświadomy stres jaki będę odczuwał, będzie rósł.

Według psychologa Roberta Karaska stres, jaki odczuwamy w pracy, wynika rozbieżności pomiędzy wymaganiami (ang. demands) jakie są przed nami stawiane a kontrolą jaką nad nimi mamy (ang. control). Oznacza to, że jeśli postawiony zostanie przed nami duży cel, ale mamy do jego realizacji środki (zasoby, wiedzę, czas, energię) to stres nie będzie tak istotny. Jeśli jednak cel przerośnie nasze możliwości kontroli… zaczną nas zjadać nerwy (nasze nadnercza zaczną wydzielać więcej kortyzolu, nasze tętno zacznie wzrastać itp.).

Odsuwając i zwiększając cel działamy podwójnie źle. Wymaganie rośnie a poziom kontroli – spada (zobacz rysunek poniżej). Napisanie 3,5 strony dziennie (tyle mniej-więcej zajmuje 1667 słów) znajduje się w obszarze kontroli większości z nas. Napisanie 10 stron już niekoniecznie.

Job demand–control: rosnące wymagania, malejąca kontrola

Jak zapewne się domyślacie, powyższe zasady dotyczą nie tylko pisania. Moja firma zajmuje się systemami motywacyjnymi dla organizacji. Jednym z najczęściej spotykanych problemów, z jakim mamy do czynienia jest „efekt kija hokejowego”.

Nazwa ta bierze się z wykresów efektywności w działach sprzedaży, działach obsługi klienta czy nawet działach IT. Widać na nich prostą rzecz (por. rysunek poniżej) – przed finalnym terminem „dowiezienia” celu, zwiększa się aktywność pracowników. To negatywny efekt przesuwania „rosnącego celu”. Nie działamy systematycznie, nie angażujemy się, aż … jest za późno. Każdy, kto studiował i przygotowywał się do egzaminu, wie na czym to polega. Gdy zbliżają się koniec semestru, czas radosnej, studenckiej egzystencji nagle przeradza się w walkę o przeżycie.

Kij hokejowy, prowadzi nas do drugiej zasady – nagradzania.

Efekt kija hokejowego — aktywność pracowników skacze przed deadline'em

Zasada druga: Nagroda

Na początku załóżmy, że mamy dwa typy motywacji – wewnętrzną i zewnętrzną. Wewnętrzna wynika z naszych przekonań, wychowania i systemu wartości. Mamy gdzieś tam w głowach poukładane kim chcemy być i jak chcemy żyć (nie zawsze w świadomy sposób). Motywacja zewnętrzna opiera się na nagrodach i naszym „mózgu gadzim”. To cały behawioryzm Skinnera i Pawłowa – psy śliniące się po usłyszeniu dźwięku dzwonka oraz gołębie uderzające dziobem w odpowiednie dźwignie, żeby otrzymać karmę.

W świecie HR spotykam bardzo często opinię, że motywacja wewnętrzna jest szlachetniejsza od motywacji zewnętrznej. Nawet więcej, że ta druga jest niejako “nieczysta” a nagradzanie jest rodzajem manipulacji. Nie jest to takie proste.

Zacznijmy od motywacji wewnętrznej. Załóżmy, że chcę być zdrowy i sprawny. Przy tym w głowie mam jakieś niejasne wrażenie co to oznacza. Trzeba uprawiać sport, zdrowo się odżywiać itp. Te przekonania to efekt mojego wychowania, historii osobistej i wiedzy wyniesionej ze szkoły i mediów. Ale co to oznacza tu i teraz? Na przykład, że powinienem zaplanować konkretny plan treningów i się go trzymać (1667 słów – pamiętacie?). Ale, to co robię „tu i teraz” i na co mam ochotę podlega już systemowi kar i nagród w moim mózgu. W tym obszarze “rządzi” mózg gadzi. Ten nie każe mi się wysilać, jeśli nic mnie nie goni (zagrożenia, kara) czy nie czeka mnie żadna nagroda.

Załóżmy jednak, że potrafię sobie ustawić szereg małych zwycięstw w drodze do bycia sprawnym (osiągnięcia, zawody, maraton) i nagradzać się za nie. De facto mogę wtedy wykorzystać motywację zewnętrzną do wsparcia wewnętrznej.

Stąd tak wielka popularność aplikacji do biegania – śledzących nasze osiągnięcia na bieżąco (zapewne też macie znajomych, którzy wkurzają Was na Facebooku wrzucając swoje trasy biegowe, zdjęcia z imprez itp.). Uwierzcie mi, że dla nich paliwem do zmiany zachowania są właśnie te „wrzuty” oraz liczba lajków i komentarzy pod nimi. Ale oczywiście nie zaczęliby biegać, gdyby nie przekonanie o wartości sportu (motywacja wewnętrzna).

Co to oznacza? Że dwa systemy motywacji (wewnętrzna i zewnętrzna) muszą ze sobą działać. Jeśli chcę być pisarzem czy felietonistą, to muszę nauczyć się nagradzać codziennie te 1667 słów. Jeśli jestem handlowcem i mam sprzedać w miesiąc 3000 wuzzli (wstawcie w to miejsce nazwę innego produktu), to powinienem być nagradzany za każdy dzień, w którym sprzedam 100 (albo inną liczbę, cel nie musi być proporcjonalny).

Nagrodą nie muszą być zawsze pieniądze – może to być uznanie znajomych (zdjęcia z eventów biegowych) czy inny rodzaj gratyfikacji.

Zacytuję Wam rodzinną historię, którą uwielbiam. Mój dziadek miał wiele niesamowitych zasad (kiedyś opiszę je wszystkie). Jedną z ciekawszych brzmiała – „zacząć dzień od handlu”. Dziadek szedł rano na miejski targ, przy jednym wejściu kupował trochę jajek a potem sprzedawał je z zyskiem przy drugim. Przez wiele lat ta rodzinna legenda stanowiła dla mnie po prostu anegdotę opisująca temperament mojego przodka. Jakiś czas temu rozmawiałem jednak ze znajomym psychologiem, który pokazał mi to od innej strony – rozpoczęcie dnia od zwycięstwa i nagrody było elementem budowania pewności siebie, utrwalania nawyków i podtrzymywania motywacji. Nie chodziło bynajmniej o zysk. Dziadek miał zwyczaj oddawania zarobionej w ten sposób kasy „na tacę”. Chodziło o ciągły rozwój.

Wróćmy do „efektu kija hokejowego”. Nagrody są podstawowym elementem psychologii behawioralnej, która opisuje, jak zmieniamy swoje zachowania (uczymy się ich, warunkujemy się). Efekt nagrody zależy bardzo mocno od schematu nagradzania (termin reward schedule pochodzi od ojca psychologii behawioralnej – B.F. Skinnera). Na przykład - jeśli wybierzemy nagradzanie, co jakiś określony czas (ang. fixed interval), to liczba „odpowiedzi” (zachowań ze strony osób nagradzanych tym schematem) rośnie istotnie tuż przed „deadlinem” – terminem egzaminu, rozliczenia premii kwartalnej, złożeniem raportu rocznego. Stąd właśnie bierze się „efekt kija hokejowego”.

Reward schedule a efekt kija hokejowego

Trick polega oczywiście na stosowaniu zupełnie innych schematów nagród niż opartych o stały i odległy, z punktu widzenia naszego mózgu termin (taki jak 50.000 słów za miesiąc). Ale o tym opowiem innym razem i w innym artykule.

Zasada trzecia: Sukces nie oznacza perfekcji

Podstawowy problem, który często nas blokuje to „dążenie do perfekcji”. Jest to jeden z głównych powodów prokrastynacji, czyli odkładania. Te wszystkie myśli – „napiszę, jak wymyślę to do końca”, „napiszę, jak będę miał pomysł”, „nie jestem zbyt dobry, żeby to zrobić” itp.

Prawda jest taka, że napiszesz coś, jeśli zaczniesz pisać. W książce „Brave the Page” Jasona Reynoldsa, będącej przewodnikiem dla autorów NaNoWriMo, autor pisze „I pamiętaj – sukces nie oznacza perfekcji. Sukces oznacza, że zrobiłeś to, co sobie postanowiłeś”. A postanowiłeś… napisać dzieło z 50.000 słów w miesiąc czy napisać dzisiaj 1.667 słów.

Istotne znaczenie ma tutaj także porównywanie się z innymi. Psycholog Jordan B. Peterson w swojej książce „12 życiowych zasad. Antidotum na chaos.” pisze „Porównuj się z sobą, którym byłeś wczoraj, a nie z kimś obcym dzisiaj” (tłumaczenie własne, ang. „Compare Yourself to Who You Were Yesterday, Not to Who Someone Else is Today”). Istotny jest wyścig z samym sobą, a nie z innymi. Zawsze porównując się znajdziesz gorszych lub lepszych od siebie. Nie znając też ich historii, barier przed którymi stają i podejścia możesz ich często nie doceniać, lub przeceniać. Możesz też starać się każdego dnia być lepszym od siebie – osoby, którą powinieneś znać najlepiej i której możesz ustalać cele, bo od Ciebie nie ucieknie.

Zaraz, zaraz powiecie – a co z 1667 słowami codziennie. Tutaj nie ma żadnego postępu… Jest… i to na dwóch poziomach. Pierwszy – to rosnąca seria dni pracy nad dziełem. Wczoraj było to 4 dni, dzisiaj 5 … i tak dalej. Na spotkaniach Anonimowi Alkoholicy mówią – „już 30 dni nie piję”. Cel jest drogą, którą przebywamy. Drugi poziom rozwoju to przyrastająca wiedza o sobie, o dziele, o procesie. Codziennie umiesz o kilka procent więcej niż poprzedniego dnia. Jak powiedział Albert Einstein „Procent składany to ósmy cud świata. Ci, którzy go rozumieją, zarabiają na nim. Ci, którzy nie rozumieją, muszą go zapłacić”.

Zasada czwarta: Nie rozpraszaj się

Tutaj literatura jest szeroka (na przykład „Jedna Rzecz” Garego Kellera czy „Skup Się” Leo Babuty), więc ograniczę się tylko do relacji z innymi zasadami.

Jeśli umiesz z Twojego celu miesięcznego wydzielić małe cele dzienne (a może godzinowe) to możesz poświęcić się ich realizacji w całości. Po prostu działasz. Nagroda służy tutaj jako stymulator, ale także rodzaj pułapki na rozproszenia. Rozważ coś takiego:

  • „Jeśli napiszę 1667 słów, zajrzę na fejsa i utonę w postach znajomych” (realizacja celu - nagroda)
  • „Nagrodą za domknięcie tego dealu, będzie wyjście na miasto ze znajomymi” (realizacja celu - nagroda)
  • „Grę na kompie odkładam do momentu zamknięcia kolejnego rozdziału magisterki” (nagroda po realizacji celu)

To, co mnie rozprasza (pragnienie) można ustawić jako nagrodę. Nie zawsze oczywiście to działa, ale obiecuję, że warto spróbować. Dzisiaj kolejny odcinek ulubionego serialu czeka na mnie, aż skończę pisać ten tekst :)

Porzucenie perfekcji na rzecz skupienia się jest największą sztuką. Zauważcie, że większość technik medytacji polega na powtarzaniu jednego słowa czy zdania, obracaniu w myślach jednej zagadki (koanu), bądź skupianiu się na oddechu. Kompletna koncentracja na czymś niezwykle prostym „jakościowo”. A efekt – no cóż, polecam spróbować. Podobno na końcu jest oświecenie, ale można to tylko sprawdzić samodzielnie.

Czy to wszystko? Nie! To dopiero początek.

Moje 1667 słów na dzisiaj właśnie skończone (piszę to 1-go listopada 2019). Do wyzwania postanowiłem przystąpić w akcie desperacji. Ze względu na bieżące zadania mocno zaniedbałem pisanie artykułów (lista “zamówień” jest długa i nie będę jej tutaj przytaczał). Kolejne teksty dotyczące tematyki tego artykułu będą już bardziej dziedzinowe. Dowiecie się z nich.

  • Tego w jaki sposób AI wpływa na nasze decyzje (w kontekście modelu opisanego powyżej – czyli psychologii behawioralnej i schematów nagród)?
  • Jak budować systemy motywacyjne dla pracowników? I jak analizować ich skuteczność? Kiedy „natychmiastowa gratyfikacja” się sprawdza?
  • Jak możemy wykorzystać technologię do walki ze stresem w pracy (na bazie projektu, który obecnie robimy)?
  • Jak gry wykorzystują naszą psychologię i jak my możemy to wykorzystać?

Poszczególne artykuły pojawią się w różnych mediach, ale postaram się do nich linkować na swoich profilach społecznościowych.

Bibliografia

  1. O modelu Roberta Karaska mówiłem już wcześniej: Sztuczna inteligencja i motywacja.
  2. Model “job demand-control” jest także podstawą do pracy nad naszym systemem sztucznej inteligencji, kontynuacją prac rozpoczętych w konkursie XPRIZE i w ramach programu ESGI (European Study Groups for Industry).
  3. Możecie o nim także poczytać w Internecie (wystarczy wpisać jego nazwę w Google). Dwie publikacje Roberta Karaska, będące punktem wyjścia do dyskusji o stresie w pracy to: R. Karasek, “Job demands, job decision latitude, and mental strain: Implications for job redesign”, (1979) oraz R. Karasek, and T. Theorell, “Healthy work”, (1990) New York, NY, Basic Books.
  4. Wymieniona w tekście „Brave the Page” (Jason Reynolds) to książka zawierająca zasady i inspirację, dla osób chcących pisać. Została napisana „pod” NaNoWriMo i opisuje w lekki sposób zasady tworzenia dla młodych autorów. Możecie ją przeczytać sami, ale także możecie polecić ją swoim dzieciakom (jeśli znają angielski). Przy okazji – może znacie kogoś, kto chciałby ją wydać po polsku? :)
  5. O schematach nagród więcej dowiecie się więcej wpisując „reward schedule” w Google. Materiałów na ten temat jest sporo. Ojcem badań w tym obszarze jest B.F. Skinner. Odwołania do jego prac (lub same prace) także znajdziecie używając Google.
  6. Zasady Jordana B. Petersona znajdziecie w książce „12 życiowych zasad. Antidotum na chaos” (książkę czytałem po angielsku, więc cytowana powyżej zasada została przetłumaczona przeze mnie).
  7. Książek o koncentracji jest wiele. Ja polecam dwie (krótkie): „Skup się” Leo Babauta oraz „Jedna rzecz”, Gary Keller.
  8. Polecam też znakomity dokument na Netflix „The Mind Explained”. Zwłaszcza odcinki dotyczące pamięci, koncentracji i niepokoju (btw. odcinek nosi tytuł Anxiety i oznacza to trochę więcej niż niepokój po polsku). Więcej na temat tego jak poruszone w nich zagadnienia łączą się niniejszym artykułem napiszę w kolejnych tekstach.

Jeszcze jedno

Jeśli dotarłaś / dotarłeś, aż tutaj to znaczy, że przeczytałeś mój artykuł. Dziękuję za poświęcony czas. Jeśli chcesz ze mną pogadać o tym, co napisałem, nie wahaj się - czekam na wiadomość od Ciebie.